sobota, 26 stycznia 2013
Moja książka :D
Hej, zapraszam do czytania mojej książki, na razie będą to tylko pierwsze rozdziały, bo tylko tyle mam :P, na podstronie na blogu pod tytułem "Moja książka", mam nadzieję, że prolog się Wam spodoba i będziecie dzielić się ze mną swoimi wrażeniami :D
piątek, 18 stycznia 2013
Bo wszystko jest niewłaściwe...
Czasem zdarza się, że znajdziesz się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu i znowu wszystko się odtworzy... Odwrócisz głowę, żeby nie widzieć niewłaściwej osoby, ale jeżeli już ją dostrzegłeś, to to i tak niczego nie zmieni... Odwracasz głowę, żeby ta osoba cię nie zobaczyła, ale nie masz tak naprawdę powodu, żeby się wstydzić.... Nie wyprowadzisz się na koniec świata, żeby nie spotykać osób, które odtwarzają bolesne wspomnienia... Zawsze gdzieś ich spotkasz i najważniejsze, żeby zrozumieć, że trzeba przejść z uniesioną głową i być dumnym, że jest się sobą. Ale co zrobić, kiedy wpadasz na nielubianą (z wzajemnością) osobę, na schodach??? Mimo wolnie ukłucie wspomnień dopada szybciej niż wyparowuje... Ale przecież to był dawno, już minęło, dlaczego powraca w najmniej oczekiwanym momencie??? Czemu nie można po prostu zapomnieć??? Bo to zbyt trudne, bo niby się już z tym pogodziłeś, niby uważasz temat za zamknięty, ale kiedy spotkasz tę osobę, to spuszczasz głowę i pragniesz zniknąć, znaleźć się w innym miejscu, przejść jak najszybciej, najlepiej nie zauważony, i zapomnieć.... Bo w rzeczywistości jesteś przegrany, i dobrze o tym wiesz, chciałbyś być czystą kartą, na której nie ma zapisanych niechcianych wspomnieć, ale to niemożliwe, musisz się pogodzić, z tym, co było i przestać żyć przeszłością. Ale jak, kiedy już wydaje ci się, że się pozbierałeś, że już odzyskałeś sponiewieraną pewność siebie, a w rzeczywistości najmniejszy podmuch wspomnień, może cię zniszczyć??? Wydaje ci się, że wszystko wróciło do normy, ale to jest jak blizna, która na zawsze pozostanie w twoim sercu i za każdym razem, kiesy zobaczysz niewłaściwą osobę, poczujesz gulę w gardle i spuścisz wzrok, żeby jakoś to przetrwać, ale pocieszeniem jest, że ten ktoś też czuje się nieswojo, bo przecież tyle was kiedyś łączyło.... Ale kiedyś to minie, już nie będzie bólu na widok tych osób, tylko dziwna pustka, nie mogę doczekać się tego momentu, a do tego czasu, łudzę się, że ktoś wynajdzie urządzenie do czyszczenia pamięci...
piątek, 11 stycznia 2013
W miarę...
Już mi zdecydowanie lepiej, ale wczorajszy dzień, to była jakaś jedna wielka masakra!!! 4 godziny przesiedziałam u weterynarza, bo musiałam pojechać z kotem, byłam głodna, kiedy poszłam do sklepu zaczął padać śnieg wprost do mojej pizzerki,a to wcale nie było przyjemne, może ktoś zachwyca się widokiem padającego śniegu w świetle lampek jeszcze choinkowych, ale ja nie. A na dodatek na 1 lekcji na następny dzień miałam mieć sprawdzian z matmy, a niewiele umiałam. W domu byłam dopiero ok. 22, a jakby tego było mało, to zgubiłam mamy książki z biblioteki. JAKIŚ KOSZMAR!!!! :O ale dzisiaj trochę lepiej....
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Totalna załamka....
Dzisiaj jestem już w kompletnym dołku, nic kompletnie mnie nie cieszy, a życie jest nijakie... Normalnie swoje smutki zatopiłabym w paczce pysznych, niezdrowych czipsów o smaku ostrej papryczki albo czekoladzie z cudownym, wypływającym nadzieniem, ale ze względu, że nie mogę(szczegóły www.ambitnie-nazdrowie.blogspot.com ), a nie chcę być jeszcze bardziej beznadziejna niż jestem (jeżeli to w ogóle możliwe...), niekoniecznie przed osobami czytającymi mojego bloga "Silna wola-na zdrowie", ale przed samą sobą, więc pocieszam się kubkiem zimnego mleka, bo przynajmniej nie jest bezbarwne jak woda i jak całe moje życie... Mam dosyć wszystkiego, najchętniej położyłabym się do łóżka i nie wstała, dopóki nie będę szczęśliwa, ale że nie mogę, to siedzę i piszę, i udaję, że to cokolwiek zmieni... A przecież to nieprawda...
Próbuje nie żyć marzeniami, które i tak nigdy się nie spełnią, ale nie mogę... Jeżeli przestanę, to dostrzegam bezsens mojego życia i się załamuję. Wiem, że oszukuję samą siebie, ale wszystko jest lepsze niż prawda, która sprawia, że nie potrafię dalej żyć, że muszę przywdziewać maskę, która ukrywa łzy, ból, cierpienie i smutek, a pokazuje mnie jako pozytywnie nastawioną do życia osobę, którą przecież w rzeczywistości nie jestem....
Jak to jest, że jednego dnia się załamuję, a innego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa???.... Nie pojmuję siebie, ale skoro, ja samej siebie nie rozumiem, to kto mnie zrozumie???... Jak poczuję się lepiej, to zaraz napiszę na blogu, a na razie... udaję, że już mi lepiej, kiedy podzieliłam się myślami, które kłębią się w mojej głowie i optymistycznie żegnam się z Wami i pozdrawiam serdecznie wszystkich załamanych i pogrążonych w rozpaczy, bo tym szczęśliwym moje pozdrowienia nie są potrzebne, trzymajcie się i nie traćcie nadziei w siebie... tsa... co ja gadam, nie umiem sama sobie pomóc, a daję rady innym.... Po prostu życzę Wam, szybkiego powrotu do dobrego stanu ( i sobie też....).
Próbuje nie żyć marzeniami, które i tak nigdy się nie spełnią, ale nie mogę... Jeżeli przestanę, to dostrzegam bezsens mojego życia i się załamuję. Wiem, że oszukuję samą siebie, ale wszystko jest lepsze niż prawda, która sprawia, że nie potrafię dalej żyć, że muszę przywdziewać maskę, która ukrywa łzy, ból, cierpienie i smutek, a pokazuje mnie jako pozytywnie nastawioną do życia osobę, którą przecież w rzeczywistości nie jestem....
Jak to jest, że jednego dnia się załamuję, a innego z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa???.... Nie pojmuję siebie, ale skoro, ja samej siebie nie rozumiem, to kto mnie zrozumie???... Jak poczuję się lepiej, to zaraz napiszę na blogu, a na razie... udaję, że już mi lepiej, kiedy podzieliłam się myślami, które kłębią się w mojej głowie i optymistycznie żegnam się z Wami i pozdrawiam serdecznie wszystkich załamanych i pogrążonych w rozpaczy, bo tym szczęśliwym moje pozdrowienia nie są potrzebne, trzymajcie się i nie traćcie nadziei w siebie... tsa... co ja gadam, nie umiem sama sobie pomóc, a daję rady innym.... Po prostu życzę Wam, szybkiego powrotu do dobrego stanu ( i sobie też....).
niedziela, 6 stycznia 2013
Przemyślenia
Doszłam dzisiaj do wniosku, jak cenną wartością jest prawdziwa przyjaźń i jak rzadko jest spotykana(tak rzadko, że jak obiektywnie na to spojrzeć, nie mam prawdziwych przyjaciół). Czym różni się przyjaciel od prawdziwego przyjaciela?? W dzisiejszym świecie przyjacielem nazywamy osobę, którą zaledwie znamy, a prawdziwy przyjaciel to osoba, którą znamy od wieków, a możemy z nią rozmawiać bez końca. Każdy ma przyjaciół, ale nie każdy ma Prawdziwych Przyjaciół. Mam taką jedną przyjaciółkę, którą znam 7 lat i do tej pory uważałam ją za moją Prawdziwą Przyjaciółkę, lecz ostatnio i ja się zmieniłam i ona i nasza przyjaźń graniczy już ze zwykłym koleżeństwem... ale tak w życiu bywa, że nie zawsze układa się po naszej myśli.
Zawsze zdawałam sobie sprawę, jakie życie jest kruche, ale po przeczytaniu pewnej książki zdałam sobie sprawę, jak bardzo i jak bardzo okropnym człowiekiem jestem. "Trzeba się zmienić" - ciągle to sobie powtarzam, a w rzeczywistości nic się nie zmienia, jaka byłam, taka jestem i czasem, aż łzy mam w oczach, kiedy pomyślę, jak zraniłam innych ludzi i jak wiele szans na poprawę ominęłam szerokim łukiem. Wtedy najczęściej się załamuję, wpadam w bardzo popularny "dołek" i użalam się nad sobą,a przecież nie mam nad czym. Moje życie nie jest ani koszmarne, ani tragiczne, może miałam w życiu taki okres, kiedy było mi naprawdę ciężko, ale mam to za sobą i czasem, aż trudno sobie przypomnieć, co się dokładnie zdarzyło. A przecież tak naprawdę powinnam być wdzięczna ludziom, którzy mnie skrzywdzili, to przecież właśnie oni sprawili, że jestem tym, kim jestem i mogę być z tego w jakimś malutkim kawałku dumna. Wreszcie zrozumiałam, że każdy ból przemija i pozostaje tylko mała blizna, która z czasem znika całkowicie, odświeżona tylko czasem spotkaniem niewłaściwych ludzi, w niewłaściwym czasie... I moim mottem życiowym stała się myśl z pewnej książki, że nikt nie może sprawić, abym poczuła się gorsza, bez mojej zgody... Odkryłam, że sama pozwoliłam się zgnoić osobom, które były moimi "prawdziwymi przyjaciółmi", dlatego właśnie nie ufa już ludziom na tyle, by nazwać ich moimi Prawdziwymi Przyjaciółmi, ale wierzę, że kiedyś spotkam kogoś, bądź parę ktosiów :), którzy przywrócą mi wiarę w prawdziwą przyjaźń, której w rzeczywistości nie doznałam. Cieszę się razem z ludźmi, którzy mają prawdziwych przyjaciół i polecam by doceniać to, jakże wbrew pozorom rzadkie zjawisko...
Subskrybuj:
Posty (Atom)