***
To jest chyba jeden z moich ulubionych wierszy Leopolda Staffa, uwielbiam jego wiersze, są genialne, a ten to po prostu dzieło sztuki :D
Staff Leopold
Most
Nie wierzyłem
Stojąc nad brzegiem rzeki,
Która była szeroka i rwista,
Że przejdę ten most,
Spleciony z cienkiej, kruchej trzciny
Powiązanej łykiem.
Szedłem lekko jak motyl
I ciężko jak słoń,
Szedłem pewnie jak tancerz
I chwiejnie jak ślepiec.
Nie wierzyłem, że przejdę ten most,
I gdy stoję już na drugim brzegu,
Nie wierzę, że go przeszedłem.
Opowiada tak naprawdę o życiu, sądzę, że warto się nad nim chwilę zastanowić....
A tutaj taki wiersz mojego autorstwa :P
"Życie"
Myślisz, że jesteś sam,
Myślisz, że los się od Ciebie odwrócił,
Nie widzisz, że Wreszcie jesteś Człowiekiem.
Nie widzisz, że wyszło Ci to na dobre,
Nie sądzisz, że zawsze może być gorzej,
Nie sądzisz, że inni trudniejsze mają życie.
Jesteś egoistą i nic na to nie poradzisz
Jesteś typowym człowiekiem myślącym tylko o sobie.
Nie czujesz, a więc nie żyjesz,
Sugerujesz się opinią innych,
Myślisz tylko o swoim życiu,
O swoim dobrze i własnym interesie.
Nikt nie potrafi Ci pomóc,
Sam musisz wyjść ze swojej skorupy
Sam musisz porzucić własne poglądy
A jak nie,
To umrzesz, żyjąc...
Wiersz z dedykacją dla Laryski, która mi o nim powiedziała :) Naszego ulubionego poety
Leopold Staff
Gnój
Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
Tchnące, jak znojna najmity pazucha
I nowa skóra chłopskiego kożucha,
Ostrej tężyzny siłą życiodajną!
Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
I ciało ziemi łaknie twego ducha.
W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.
Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.
Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!
Gnój
Czcigodny gnoju, dobroczynne łajno,
Tchnące, jak znojna najmity pazucha
I nowa skóra chłopskiego kożucha,
Ostrej tężyzny siłą życiodajną!
Żyzności łaskę kryjesz w sobie tajną
I ciało ziemi łaknie twego ducha.
W tobie nadzieja pól i wsi otucha,
Bo czynisz siejbę stokrotnie wydajną.
Zdrowiem z obory kiedy bijesz mlecznej,
Masz dziką świeżość potęgi odwiecznej,
Którą się brzydzą mieszczuchowie słabi.
Lecz czarnym bogom pracy, gdy im w lica
Dymisz w świt chłodny, niby kadzielnica:
Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii!
Na prośbę anonimka :)
Leopold Staff
Czeka
Wrześniowe słońce smutek cichych brzóz
pozłaca
I wieść o zgonie lata w uśmiechu zataja...
...Śniło się szczęście słodkie, złote jak pszczół praca,
To szczęście, co się nigdy z sobą nie oswaja...
Sny moje, długich tęsknot nieznużone prządki,
Zadumą ciężkie niby ogromne bursztyny,
Czekały, uroczyste jak Zielone Świątki,
Szczęścia, które dniom kradnie najsłodsze godziny...
Wrześniowe róże więdną... Woń pól mgły przeczuwa...
A tęsknota wciąż jeszcze w dal twarz zwraca białą,
I biedna, czeka w smutku, który ją osnuwa,
Jak gdyby szczęście kiedyś naprawdę przyjść miało...
Leopold Staff
Kochać i tracić
Kochać i tracić,
pragnąć i żałować,
padać boleśnie i znów się podnosić,
krzyczeć "precz!" i błagać "prowadź!".
Oto jest życie: nic, a jakże dość...
Zbiegać za jednym klejnotem
pustynie iść w toń za perłą o cudu urodzie
ażeby po nas zostały jedynie
ślady na piasku i kręgi na wodzie
Hm... Nie wiem, czy można to zakwalifikować do kategorii wiersze, ale sądzę, że tak. Tekst autorstwa jednej blogerki - http://moje-autorskie-teksty.blogspot.com/ Mi się spodobał, mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.
I wieść o zgonie lata w uśmiechu zataja...
...Śniło się szczęście słodkie, złote jak pszczół praca,
To szczęście, co się nigdy z sobą nie oswaja...
Sny moje, długich tęsknot nieznużone prządki,
Zadumą ciężkie niby ogromne bursztyny,
Czekały, uroczyste jak Zielone Świątki,
Szczęścia, które dniom kradnie najsłodsze godziny...
Wrześniowe róże więdną... Woń pól mgły przeczuwa...
A tęsknota wciąż jeszcze w dal twarz zwraca białą,
I biedna, czeka w smutku, który ją osnuwa,
Jak gdyby szczęście kiedyś naprawdę przyjść miało...
Leopold Staff
Kochać i tracić
Kochać i tracić,
pragnąć i żałować,
padać boleśnie i znów się podnosić,
krzyczeć "precz!" i błagać "prowadź!".
Oto jest życie: nic, a jakże dość...
Zbiegać za jednym klejnotem
pustynie iść w toń za perłą o cudu urodzie
ażeby po nas zostały jedynie
ślady na piasku i kręgi na wodzie
Hm... Nie wiem, czy można to zakwalifikować do kategorii wiersze, ale sądzę, że tak. Tekst autorstwa jednej blogerki - http://moje-autorskie-teksty.blogspot.com/ Mi się spodobał, mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.
Jestem tu, choć zupełnie nie wiem po co
Zastanawiam się nad sensem swego życia
Wszystkie wspomnienia wpadają do głowy nocą
To w czym jesteś, jest tylko stanem bycia
Skończ z tym, jeśli nie widzisz tu życia
Tańczysz wszystkie tego tańca kroki
Nie mów tego, co od razu wpada Ci do głowy
Bara ri ra bumm! Zdmuchnę cię jak zaległy kurz
Z książki opartej na wydarzeniach świata
O początku świata, o wszystkich straconych latach
Cały sens przerzucam na kartki biel
Kratka po kratce analizuje wszystko
Myśli lżejsze niż powietrze, cięższe niż hel
Wybuchowe mieszanki, nie do rozrywki
Lecz do walki...
Martwię się tym co jest, boje sie o to co będzie
Nie wiem czy zdążę być tam wszędzie
Gdzie bym chciał
Odliczam dziś do zera 3,2,1 WOW
Dzisiaj wiem, życie to największy dar
Zachowaj go w kieszeni ile możesz
Życie to dar, największy jaki mógł dać Ci Pan
Nie patrząc na ilość porażek i ran
Wstawaj codziennie z uśmiechem na twarzy
Nie bój się przyszłości i tego co się wydarzy
Miej wywalone na to co myślą o Tobie
Nie daj się ich czynom i nie daj się ich mowie
Martwię się tym co jest, boję się o to co będzie
Nie wiem czy zdążę być tam wszędzie
Gdzie bym chciał
Odliczam dziś do zera 3,2,1 WOW
1909 - Guillaume Apollinaire
Miała suknię fioletową
Z tureckiego jedwabiu
I tunika lamowana złotem
Składała się z dwóch części
Spinanych na ramieniu
Oczy jej tańczyły jak aniołowie
Śmiała się śmiała
Miała twarz w kolorach Francji
Błękitne oczy białe zęby i wargi bardzo czerwone
Ona miała twarz w kolorach Francji
Miała okrągły dekolt
Uczesanie Recamier
I obnażone piękne ramiona
Czy nigdy nie wydzwoini dwunasta
Kobieta w fioletowym jedwabiu
I w tunice lamowanej złotem
Z okrągłym dekoltem
Poruszała lokami
Złotą przepaską
I sunęła w pantoflach z klamerkami
Była tak piekna
Że nieśmiałbyś jej kochać
Kochałem kobiety okrutne w ogromnych dzielnicach
Tam gdzie codziennie rodzą się nowe stworzenia
Krew miały z żelaza mózg miały z płomienia
Kochałem kochałem lud nawykły do maszyn
Zbytek i piekno jest tylko jego pianką
Ta kobieta była tak piękna
Że przejmowała mnie lękiem
"Tyle dostajesz od życia,
OdpowiedzUsuńile życiu od siebie dajesz"..
Masz rację to wyjątkowy wiersz Mistrza :D
OdpowiedzUsuńTwój także niesamowity!
Czy mogłabyś wrzucić Jego wiesz :"czeka"? Jest genialny!
Dziękuję :D Moim ulubionym wierszem jest właśnie "czeka". Z tym wierszem łączą mnie przepiękne wspomnienia. A "gnój" niesamowicie poprawia mi humor :) Pozdrawiam autorkę bloga!
OdpowiedzUsuń