Pff... Długo zbierałam się do napisania kolejnego posta, ale stwierdziłam, że nie będę pisać ciągle tego samego... :)
Mój nastrój nie wiele się poprawił, może było trochę lepiej, kiedy widziałam nadchodzącą wiosnę za oknem, ale nie trwało to zbyt długo, niestety... :/
Cały czas mam wrażenie, jakbym wpadła do studni i powtarzała sobie, że gorzej być już nie może i wtedy właśnie okazywało się, że dno jest bagniste i zapadam się coraz bardziej, a na dodatek, żeby nie było mi za wesoło ktoś wylewa mi wiadro wody na głowę... lecz teraz jestem pewna, że osiągnęłam TOTALNE dno i już może być tylko lepiej. Zamierzam powrócić do życia i zacząć żyć, przestać zduszać w sobie krzyk, który tłumiony jest przez rozum. Postanowiłam, że dosyć użalania się nad sobą i cierpienia, pora wziąć sprawy w swoje ręce, bo inaczej zostanie ze mnie tylko wrak człowieka. Chcę definitywnie skończyć z przeszłością, czekam tylko na lepszą pogodę(tzn. brak śniegu), żeby spalić moje stare pamiętniki, które są już podarte i z niecierpliwością czekają do momentu stania się rozpałką w ognisku.
Tych Świąt w ogóle nie czuję, jakbym była spóźniona w czasie, bo Bożego Narodzenia też nie czułam. Jakbym znowu coś przegapiła... No ale cóż, jakoś przeżyję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeżeli już jesteś, zostaw proszę komentarz i link do swojego bloga - na pewno zajrzę, z góry dziękuję :D Każdy komentarz mnie motywuje.