poniedziałek, 25 lutego 2013

...

Ostatnio przechodzę trudny okres. Zapanowało w moim życiu coś, co kiedyś było monotonią, a teraz jest bezsensem. Czuję się, jakbym byłam pusta w środku, jakby ktoś wydrążył ze mnie wszystko i zostawił tylko opakowanie. Natłok myśli mnie przeraża, jak lawina zwalają się na mnie, a ja nie potrafię ich odepchnąć, ciągle wracają, a ja nie potrafię się z nimi uporać.
Żyję w wyobrażonym świecie,a każdy powrót do rzeczywistości jest coraz bardziej bolesny. Nie potrafię mieć nadziei, że będzie lepiej, bo jak już zacznę się unosić na tych skrzydłach nadziei, to upadam czując większy ból niż gdybym miała się nie wznosić. Jestem w bagnie, każdy ruch sprawia, że zapadam się w nie coraz bardziej, może być już tylko gorzej. W najlepszym wypadku będzie tak jak jest, a jest nie do znieniesienia. Oczekiwałam, że ktoś poda mi pomocną dłoń, ale prawda jest tak, że nic takiego się nie zdarzyło i nie zdarzy. Potrzebuję kogoś, kto mnie najnormalniej w świecie obejmie i nie powie: "będzie dobrze", bo nie będzie, może być tylko gorzej; po prostu mnie obejmie i powie tylko:"nie płacz" i otrze moje łzy, które wieczorami zalewają moją poduszkę. Ale nie ma nikogo takiego. Kiedy potrzebuję ciepła bliskich mi osób, okazuje się, że nie mam takich osób. Jestem sama i próbuję udawać, że nic się nie dzieje, próbuję udawać, że nic mnie nie obchodzi, ale prawda jest inna. Jestem cieniem człowieka, którym byłam kiedyś, nie potrafię się odnaleźć w świecie. Mam wrażenie, że oglądam świat zza szyby, że nie uczestniczę w swoim życiu. Każdy poranek, kiedy muszę wstać i dalej żyć jest jedną wielką katastrofą. Łudzę się, że los będzie dla mnie łaskawy i może wieczorem zasnę i się już nigdy nie obudzę, ale ciągle się budzę i muszę żyć, aż czasem mnie kusi, aby pomóc losowi i będę miała spokój...

 
 
 
*****
 
 
 
Przepraszam za powtórzenia "być", ale nie jestem w stanie nic wymyśleć... :/

niedziela, 10 lutego 2013

Już niedługo...

Już za parę dni Walentynki. Ten temat zasypie nas z każdej strony i będzie można się jakoś odciąć od tego, tak jest, co roku...
Nie obchodzę Walentynek, nie obchodziłam i nie widzę powodu, dla którego miałabym obchodzić. Nie dlatego, że nigdy nie miałam z kim (bo miałam), ale dlatego, że hm... nie podoba mi się to święto. Nie wiem, dlaczego, ale nie dociera do mnie jakoś...

Przedwczoraj późnym wieczorem usiadłam w łazience, gdzie właśnie dopalała się świeczka, słuchałam jakiś wolnych piosenek i poczułam jakąś pustkę... Kiedy świeczka zgasła, przez dłuższy czas siedziałam jeszcze wpatrzona w nią i upojona zapachem dymu. Zrozumiałam, że jestem sama, pojedyncza łza popłynęła po moim policzku, ale otarłam ją szybko... Próbuję być twarda i udawać, że nic mnie to nie obchodzi, lecz czasami wieczorem, gdy jestem sama, nie wytrzymuję już. Najgorzej jest w piątkowe wieczory, kiedy wiem, że inni sie bawią, a ja spędzę ten wieczór i popołudnie samotnie...
Chciałabym ten czwartkowy dzień spędzić w domu, pod ciepłą kołderką z kubkiem cieplutkiej herbatki, ale nie mogę... Musze iść do szkoły i znosić widok tych wszystkich par, które w ten dzień nie będą widzieć niczego poza sobą... Żałosne, wiem, ale jak bardzo prawdziwe... Pewnie wrócę zdołowana i zasnę w poczuciu smotności i pustki...

***
 
 
14.02.13r.
 
Zadałam pytanie na zapytaj.pl i aż 79,3% (23 osoby) zaznaczyły, że spędzą Walentynki, więc nie jestem sama ;D A tylko 20.7% (6 osób) spędzi Walentynki z chłopakiem/dziewczyną. Chcę tą wiadomością pocieszyć wszystkich samotnych (pytania zadałam 10.02.13r.), więc pewnie jakbym zapytała wcześniej, to pewnie statystyka byłaby większa.